“Biegacze. Aż do bólu” – Subiektywny komentarz do filmu

Jak można się było spodziewać, film porusza problematykę związaną z bieganiem, a konkretnie z ultradługimi biegami górskimi, na przykładzie Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich.

Bezpośrednią treścią filmu są urywki z ultramaratonu na dystansie 240km, pokazane z perspektywy kilku wybranych zawodników, jak również (naprzemiennie) fragmenty z okresu przedstartowego tych zawodników (w bardzo skróconym i ograniczonym zakresie).

Pokazane są rozterki i przemyślenia biegaczy, związane z ich planami i wyczynami, jak również same zmagania na trasie, walka z bólem i z kryzysami, momenty załamania i euforii. Oczywiście, trudno jest te wszystkie rzeczy oddać poprzez ekran. Ktoś, kto sam tego nie przeżył na własnej skórze, raczej nie poczuje “klimatu” ani nie zrozumie w 100% przekazu płynącego z filmu.

Dla mnie osobiście tematyka jest na swój sposób bliska, z racji tego, iż sam przez lata zaliczyłem kilkadziesiąt ultramaratonów na różnych dystansach, a czasami miałem okazję stawać na trasie ramię w ramię z osobami przedstawionymi na filmie (jednak nigdy nie odważyłem się wystartować w żadnym ultramaratonie górskim – zawsze preferowałem trasy asfaltowe i płaskie). Niektóre z pokazanych tu motywacji i przemyśleń są mi do pewnego stopnia bliskie i przynajmniej w części zrozumiałe, co jednak nie znaczy, że nie widzę w nich żadnych kontrowersji czy pola do rozważań. Na chwilę obecną, oglądałem ten film z punktu widzenia “niebiegającego” – zawiesiłem swoje starty w ultrabiegach kilka lat temu, i nabrałem do nich pewnego (jak sądzę) dystansu, dlatego patrzę na tematykę nieco z boku.

W filmie pokazano dwa skrajne podejścia do ekstremalnych wyzwań sportowych.

  1. Bieganie jako ucieczka od monotonii życia, od poczucia że, jak to powiedziała główna bohaterka, Agata, “jest się nikim”, i od własnej bezwartościowości. Sport jest tu metodą na nadanie życiu sensu, na wyrwanie się z kompleksu niższości. W tym podejściu, sukces sportowy jest źródłem nie tylko “dodatkowych wrażeń”, ale jest główną siłą napędową do wszelkich innych działań. Stanowi o sile i majestacie danej osoby, a ewentualna porażka czy potknięcie, stanowiłoby katastrofę, publiczny zawód i złamanie życia. Dlatego nie ma innej możliwości, niż tylko wygrywać, za wszelką cenę i bez względu na okoliczności. Tego typu podejście jest mi dobrze znane z mojej własnej “kariery”.

  2. Bieganie jako sposób na przedłużenie ultra-perfekcjonizmu praktykowanego już we wszystkich innych dziedzinach życia: w pracy, w stosunku do świata, w podejściu do ludzi. Podejście reprezentowane przez drugiego głównego bohatera, menedżera w korporacji: cały świat rozpisany w tabelkach, każdy człowiek rozpracowany i rozrysowany na wykresach, a każda czynność zalgorytmizowana i zaplanowana co do minuty. Podobnie ze sportem – tu też nie może być inaczej! Po prostu, jak każde inne zadanie, należy rozłożyć wszystko na algorytm, który realizuje się krok po kroku, od przygotowań, poprzez moment startu, aż po metę. Własne ciało jest tu tylko narzędziem do robienia wyników i rekordów. Wszystko musi się zgadzać i nie ma miejsca na żadne odstępstwo.

Oglądając film “Biegacze”, można sobie wyrobić zdanie na temat tego, które z tych podejść (i czy w ogóle którekolwiek) jest bardziej “słuszne” i skuteczne – tutaj nie będę tego zdradzał 🙂

Wspólnym mianownikiem w obu tych podejściach jest nadludzkie poświęcenie, prowadzące do osiągnięcia (lub wręcz przekroczenia) granic wytrzymałości ciała i psychiki. Każdy z zawodników wyrusza na trudną, górską trasę, by spędzić na niej nawet ponad dwie doby w trudnych warunkach, od upału i pełnego słońca, poprzez całkowite ciemności nocy, długie podbiegi i zbiegi po trudnym terenie, a do tego wszystko w warunkach braku snu, odwodnienia, wycieńczenia i narastającego bólu związanego z nieuniknionymi kontuzjami i stopniowo rozpadającym się ciałem. Na trasie toczy się autentyczna walka, zarówno pomiędzy jednym zawodnikiem a drugim, jak i każdego zawodnika z samym sobą. Momentami nasuwa się porównanie walczących na trasie zawodników, do pokutników, wyruszających w długą i bolesną pielgrzymkę, połączoną z samobiczowaniem (fizycznym jak też i psychicznym, czy wręcz duchowym), w imię jakiejś wyższej idei. Można zaryzykować, że motywacja wchodzi w zakres parareligijny – podczas tej pielgrzymki mają miejsce epizody “upadania pod krzyżem wysiłku”, podnoszenia się z upadków, “umierania”, “przybijania się do krzyża”, i wywyższania swojego cierpienia ponad szczyty otaczających gór…. Ci, którzy wytrwają, mają szansę doświadczyć swego rodzaju “zmartwychwstania” na mecie, a nagrodą jest niemożliwa do opisania “ekstaza” i niemal mistyczne uczucie spełnienia.

Pytanie, skąd w ludziach skłonność do wchodzenia w taki swego rodzaju “czyściec”? Odpowiedzi jest kilka.

Na filmie pada (moim zdaniem dosyć ryzykowne) stwierdzenie jednego z uczestników, że życie nie ma sensu, jeśli nie osiągnie się czegoś wielkiego (w tym przypadku chodzi oczywiście o ukończenie ekstremalnego ultramaratonu). To jedna z możliwych odpowiedzi – chęć bycia wielkim, pragnienie zostawienia czegoś po sobie, bycia podziwianym i docenianym przez świat.

Druga odpowiedź, to wspomniane już subiektywne poczucie euforii, “zmartwychwstania” i pokonania samego siebie, jakie pojawia się na mecie – uczucie to jest tym silniejsze, im trudniejsze było ukończone wyzwanie, i im więcej bólu nas ono kosztowało.

Inna hipoteza mówi, że ludzie szukają wyzwań, ponieważ są znudzeni dobrobytem i wysokim komfortem życia, podczas gdy w naturze ludzkiej leży walka o byt i o przetrwanie. Ten rozdźwięk pomiędzy naturą a faktyczną codziennością, wywołuje w nas ból i dyskomfort, które można zwalczyć jedynie podejmując się czegoś ekstremalnego.

Jednak tak naprawdę, pytanie o te rzeczy mija się z celem. Ludzie po prostu CHCĄ startować w trudnych wyzwaniach, przeważnie bez werbalizowania i wywlekania na światło dzienne swoich motywów – na zasadzie: jest postawione wyzwanie, to i są chętni na jego pokonanie.

Podsumowując, można by się długo rozwodzić na temat przeróżnych aspektów związanych z ekstremalnymi wyzwaniami sportowymi. Najlepiej jednak będzie, jeśli każdy sam się wybierze na film “Biegacze”, i osobiście oceni przedstawione w nim treści – a najlepiej docelowo niech osobiście spróbuje podjąć podobne lub inne adekwatne wyzwanie, w celu przekonania się, jak to jest 🙂

[Ilustracja pochodzi ze strony www.filmweb.pl ]

About Lukasz A

Łukasz A – karierę biegacza amatora zaczął już kilkanaście lat temu, kiedy to większość ludzi nie wiedziała, że taki sport istnieje. W ciągu kariery nastukał sporo ładnych startów w asfaltowych ultramaratonach. Biegał więcej godzin z rzędu, niż niektórzy potrafią przepracować w ciągu tygodnia – czyli biegi 12-, 24- i 48-godzinne. Obecnie preferuje raczej krótkie biegi górskie oraz kameralne imprezy na trasach leśnych w okolicach Katowic. Trzyma się z dala od komercyjnych imprez promowanych jak kandydaci do sejmu przed wyborami. Oprócz tego koleguje się z rowerem, bo ten mu pozwala zarabiać i utrzymać dobrą kondycję. W wolnych chwilach ciśnie zwiedzać góry.

Please Login to comment
avatar
2 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
TisteAndii vel UltraAniaFugiTomek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Tomek
Gość
Tomek

Czy ja dobrze widzę? Czy na zdjęciu tytułowym z filmu jest 1200m przewyższenia? Powinno być chyba 12000m. A co do czasu-52h to limit biegu. Nie trzeba aż tyle biec. Wystarczy być szybszym 😉

Łukasz Fuglewicz
Admin

Moja ocena: 5/10; film polski Film generalnie podobał mi się, a nie rozczarował. Zamiast autoreklamy kilku zafiksowanych na punkcie biegania bohaterów, którzy postanowili nakręcić film o sobie, pokazuje w realistyczny i obiektywny sposób zmagania biegaczy w formie dokumentu. Zamiast skupiać się szczegółowo na ich życiu, treningach i wywiadach z nimi pokazuje głównie relację z baaardzo długiego biegu extremalnego – górski ultramaraton. Jedni kończą zawody przekraczając linię mety, inni rezygnują; pojawiają się bóle, kryzysy, wycieńczenie – widząc sceny szczególnie tego ostatniego potrafię żywo przywołać wspomnienia z własnego życia. Film przedstawia sylwetki kilku facetów i dwóch kobiet, koncepcyjnie przypomina mi trochę popularny… Czytaj więcej »