“Ból przemija, chwała trwa wiecznie”. A może wręcz na odwrót?

“Ból przemija, chwała trwa wiecznie” – to dosyć modne ostatnio hasło, cytowane często w kontekście przeróżnych osiągnięć sportowych. Wiadomo, treningi oraz starty wymagają czasu, wysiłku i wiążą się z bólem, natomiast zwycięstwo (obojętnie, w jakim wymiarze) – daje poczucie spełnienia i radości, wynagradzając wszystkie chwilowe wyrzeczenia, a przy tym przynosi nam dożywotnią chwałę. Faktycznie, coś w tym jest. Jednak, każdy medal ma dwie strony, warto więc spróbować krytycznie spojrzeć na całe zagadnienie, i zastanowić się, czy faktycznie wszystko jest takie jednoznaczne i bezdyskusyjne.

Można być przekornym, i odwrócić zacytowane wyżej stwierdzenie: “Chwała przemija, natomiast ból pozostaje na zawsze”.

Można to rozumieć na rożne sposoby.

  1. Ból fizyczny. Sprawa jest tu dosyć prosta – jeśli w ślepej pogoni za “chwałą” zaczniemy ignorować własny organizm i bagatelizować wszelkie sygnały z niego płynące, to narażamy się na przeróżne nawarstwiające się kontuzje i urazy, a jeśli nadal nie odpuścimy, to z czasem, po latach, czeka nas kalectwo. Pozostanie nam wtedy tylko wspominać stare osiągnięcia, ale bez perspektyw na przyszłość. To może nas z kolei doprowadzić do innego rodzaju “bólu”.

  2. Ból “wewnętrzny” – gdy nadal mamy ambicje i tęsknotę do zwyciężania, ale już nie jesteśmy w stanie nic więcej osiągnąć, ze względu na wspomniane urazy, kontuzje, i na wypalenie psychiczne. Wspomnienie dawnych zwycięstw, w połączeniu z aktualną “niemocą”, to dosyć przykre połączenie, z którym trzeba nieraz żyć aż do końca.

  3. Pojęcie “chwała” jest dosyć względne i ulotne, trudno je zdefiniować. Można je rozumieć np. jako bycie docenianym, sławnym, rozpoznawalnym i chwalonym za swoje osiągnięcia. Jednak każde z tych ujęć jest z definicji chwilowe – na świecie każdego dnia dzieją się miliardy ważniejszych lub mniej ważnych wydarzeń, z których tylko nieliczne przykuwają uwagę większej grupy odbiorców. To, co dla kogoś jest powodem do chwały (np. osobiste zwycięstwo), dla 99,9% ludzkości jest nie warte nawet przysłowiowego “splunięcia”. Nawet najwięksi mistrzowie olimpijscy schodzą z czasem na dalszy plan, i mało kto potrafi ich wszystkich zapamiętać. Warto zdać sobie sprawę z ulotności swojej “chwały”, a tym samym podejść do niej z dystansem.

  4. Praktyka dnia codziennego pokazuje, że prawie każdy ambitny amator sportu (o zawodowcach już nie wspominając) prędzej czy później, w którymś momencie swojej kariery, będzie miał kontuzję, i to niejedną. Ból oraz urazy to nie tyle efekt uboczny, ale wręcz nieodłączny element sportu wyczynowego oraz amatorskiego “na poziomie ambitnym”. A zatem można powiedzieć, że ból jest wiecznym towarzyszem każdego, kto zdecyduje się wejść w ten obszar aktywności, i to niezależnie od tego, czy osiągnie jakieś spektakularne wyniki, czy też nie.

Co z tego wszystkiego wynika? Czy należy przez to rozumieć, że cały wysiłek sportowy jest nic nie wart, i że nie należy nikomu polecać uprawiania sportu?

NIE! Wręcz przeciwnie.

Sport jest narzędziem, które dobrze wykorzystane może sprawić wiele dobrego zarówno dla jednostki, jak i dla ogółu społeczeństwa. Dobrze jest zachować dystans wobec swoich osiągnięć, nie nakręcać się za wszelką cenę na natychmiastowe wyniki, i nauczyć się odczytywać sygnały ze swojego organizmu – zarówno te chwilowe, jak i długookresowe. Wtedy mamy szansę wytrwać w dobrej formie i zdrowiu przez długie lata, a tym samym – będziemy mieć prawdziwe powody do chwały na stare lata 🙂 A nie tylko po jednorazowych wyczynach.

Obrazek pochodzi ze strony:

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/8/89/Low_back_pain.jpg/640px-Low_back_pain.jpg

About Lukasz A

Łukasz A – karierę biegacza amatora zaczął już kilkanaście lat temu, kiedy to większość ludzi nie wiedziała, że taki sport istnieje. W ciągu kariery nastukał sporo ładnych startów w asfaltowych ultramaratonach. Biegał więcej godzin z rzędu, niż niektórzy potrafią przepracować w ciągu tygodnia – czyli biegi 12-, 24- i 48-godzinne. Obecnie preferuje raczej krótkie biegi górskie oraz kameralne imprezy na trasach leśnych w okolicach Katowic. Trzyma się z dala od komercyjnych imprez promowanych jak kandydaci do sejmu przed wyborami. Oprócz tego koleguje się z rowerem, bo ten mu pozwala zarabiać i utrzymać dobrą kondycję. W wolnych chwilach ciśnie zwiedzać góry.

Please Login to comment
avatar
  Subscribe  
Powiadom o