Botaniczna Piątka – edycja jesienna, 18 XI 2017

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W listopadzie, a dokładnie to 18 listopada, odbyła się w Śląskim Ogrodzie Botanicznym już trzecia edycja biegu „Botaniczna Piątka”. Początkowo pogoda nie zapowiadała się najlepiej. W końcu czego można się spodziewać po drugiej połowie listopada. Okazało się jednak, że aura dopisała i do ogrodu botanicznego zawitała w tą sobotę piękna jesień. Było bezchmurne niebo i słońce pięknie świeciło. Dobrze, nie pominę faktu, że wiał taki, że tak go określę, zimowy wiatr. To nie było jednak żadnym problemem – trasa rozgrzewała aż za bardzo. Jak zwykle trzy rundy ze stromym podbiegiem. W przeciwieństwie do edycji wiosennej (nie wiem, jak było latem) najdłuższy podbieg był na końcu pętli, a nie na początku. Z mojego punktu widzenia lepiej było, gdy na początku był podbieg. Potem to już było z górki. Chociaż nie, bywało różnie. To chyba najbardziej lubię w tym biegu – trasa jest urozmaicona. Z Sośniej Góry rozpościerają się piękne widoki, które można podziwiać w trakcie biegu. Oczywiście trzeba się pilnować, żeby przy tym wszystkim nie potknąć się, albo nie zgubić trasy, chociaż ona była dobrze oznaczona. Pogoda dopisywała, to i widoki były wspaniałe. Czasami aż się chciało przystanąć i podziwiać.

Jakieś moje spostrzeżenia z/po biegu? Na pewno była to kameralna impreza. Na liście końcowej (wyników) było 16 osób startujących w nordic walking i 51 biegaczy. Na liście startowej było 69 osób. Dokładne liczby nie są ważne. Tak jak można było się tego spodziewać po tego typu biegu – jesienny po pagórkach – zawodnicy byli bardzo dobrzy. Pierwsza osoba dotarła na metę po niecałych 19 minutach. Swojego wyniku końcowego nie przytoczę, nie ma czym się chwalić. Niewątpliwie zostałam zdublowana. To jest pewien minus tej trasy: przy trzech rundach nie trudno zdublować ostatnich zawodników. Może to nie wpłynąć za dobrze na morale. Przyznam się, że spodziewałam się zdublowania mnie, więc się tym nie przejmowałam. Na szczęście byli tam również zawodnicy amatorzy. Zapewne można tutaj się oburzyć, że pewnie większość to byli amatorzy. Myślę jednak, że nawet wśród amatorów można wyróżnić grupę osób zajmującą się bieganiem bardziej na poważnie i bardziej hobbistycznie. Mam wielki szacunek dla mężczyzny, który posiadał protezę kończyny dolnej a dokładniej stopy i łydki. Życzę wszystkim takiego nastawienia do życia. Biegł chyba z kolegą i obaj podeszli do biegu raczej na spokojnie. Dlaczego tak uważam? Usłyszałam ich komentarz po starcie: „Ty, ktoś chce to wygrać. Oni serio się ścigają.” Mnie osobiście rozbawiły te słowa. Oznaczały one, że nie tylko ja byłam tam, żeby przebiec, sprawdzić siebie po sezonie. Druga zabawna sytuacja miała miejsce w trakcie drugiego podbiegu. W ogrodzie botanicznym byli równocześnie inni goście, nie tylko zawodnicy. Truchtem pokonuję wzniesienie, a tata mówi do córeczki: „Widzisz, tutaj można też wbiec.” Cóż mnie rozbawiło w tym wszystkim? Raczej nie byłam najlepszym przykładem, bo przede mną była masa dużo lepszych zawodników, którzy dużo lepiej pokonywali ten odcinek. Z drugiej jednak strony, czy nie lepiej pokazywać osoby, które może nie są mistrzami, ale starają się, niż od razu wstawiać za wzór mistrza świata? W końcu jestem taką samą osobą jak każdy, żadnym wspaniałym zawodnikiem. Moją zaletą jest to, że się staram pracować nad sobą i nie poddawać. Czasami nie chodzi o to, żeby dotrzeć na metę jako pierwszy, ale dotrzeć tam – nawet bywa to nie raz największym zwycięstwem.

Moje wrażenia po biegu – jak zawsze pozytywne: sprawdziłam się, pogoda dopisała, nie przeziębiłam się, dostałam medal i do tego zjadłam drożdżówkę z budyniem – dla mnie świetne zakończenie biegu. Może głupota, ale w życiu chodzi właśnie o takie przyjemne drobiazgi.

Please Login to comment
avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Fugi Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Łukasz Fuglewicz
Admin

Dzięki za relację! Byłem wiosną na biegu i mogę tylko dodać że trasa i w ogóle okolica to marzenie dla biegacza. Takie kameralne/ lokalne biegi mają klimat.