Wycieczka SUMT z Węgierskiej Górki do Wisły – 30/31 XII 2017

W końcu udało nam się dogadać i zorganizować mały wypad – po wielu zażartych dyskusjach, wybór padł na trasę z Węgierskiej Górki do Szczyrku, z noclegiem w chatce pasterskiej pod Baranią Górą. Ostateczny przebieg naszej trasy ustalaliśmy jednak na bieżąco podczas wędrówki, biorąc pod uwagę naszą kondycję i warunki pogodowe.

Z Katowic wyjechaliśmy rano pociągiem, i po dwugodzinnej jeździe bez niespodzianek stawiliśmy się w Węgierskiej Górce.

Szybko zaliczyliśmy sklep, po czym ruszyliśmy czerwonym szlakiem w stronę szczytów.

W drodze z Węgierskiej Górki

Pogoda była zaskakująco dobra i łagodna, jak na tę porę roku – od samego rana świeciło słońce i było dosyć ciepło, przy czym na szlakach leżało sporo mokrego śniegu.

Bez zbytniego pośpiechu przeszliśmy spacerkiem z Węgierskiej Górki na Glinne i dalej, robiąc po drodze kilka przerw i podziwiając widoki.

Po paru godzinach marszu, pogoda dość szybko zaczęła się psuć – na niebie pojawił się wał ciemnych chmur, a do tego zaczął wiać silny, zimny wiatr.

Zrezygnowaliśmy więc z marszu pod Baranią Górę, i zatrzymaliśmy się w pierwszej napotkanej chatce. Tam też rozłożyliśmy się na nocleg.

W nocy wiatr znacznie się nasilił, zmieniając się niemalże w huragan trwający przez kilkanaście kolejnych godzin. Nie byłem przygotowany na takie warunki, zwłaszcza, że huraganowy wiatr hulał niemal bez przeszkód przez szpary w deskach szałasu, zwielokrotniając poczucie chłodu i zasypując wnętrze drobnym śniegiem. Noc była więc dla mnie koszmarem – mimo dwóch śpiworów, zimowej kurtki i kilku warstw ubrań, popadłem w lekką hipotermię i nie byłem w stanie zasnąć przez większą część nocy. Wrażenia były więc niezapomniane, choć wolałbym ich nie powtarzać już nigdy więcej….

Po ciężkiej nocy, rano pogoda uspokoiła się, zebraliśmy się wiec w dalszą drogę – zrezygnowaliśmy jednak z przedzierania się w śniegu i mgle na Skrzyczne, a w zamian wybraliśmy łatwiejszą trasę do Wisły przez Magurkę Wiślańską, Gawlas i Cieńków Niżny.

W okolicach tego ostatniego, zjedliśmy obiad w knajpie, po czym zeszliśmy do samej Wisły, zahaczając o skocznię Adama Małysza.

Trasa może nie była bardzo ambitna czy trudna, jednak biorąc pod uwagę brak czasu w ostatnim okresie, jak również ciągłe trudności w dopasowaniu terminów, ciesze się, że w ogóle wycieczka doszła do skutku. Dodatkowym wnioskiem, który wyciągam dla siebie, jest fakt, iż zimą nawet stosunkowo niskie góry bywają groźne i nieprzewidywalne, o ile nie ma się odpowiedniego przygotowania, ekwipunku, i adekwatnej formy.

O autorze LukaszA

Łukasz A – karierę biegacza amatora zaczął już kilkanaście lat temu, kiedy to większość ludzi nie wiedziała, że taki sport istnieje. W ciągu kariery nastukał sporo ładnych startów w asfaltowych ultramaratonach. Biegał więcej godzin z rzędu, niż niektórzy potrafią przepracować w ciągu tygodnia – czyli biegi 12-, 24- i 48-godzinne. Obecnie preferuje raczej krótkie biegi górskie oraz kameralne imprezy na trasach leśnych w okolicach Katowic. Trzyma się z dala od komercyjnych imprez promowanych jak kandydaci do sejmu przed wyborami. Oprócz tego koleguje się z rowerem, bo ten mu pozwala zarabiać i utrzymać dobrą kondycję. W wolnych chwilach ciśnie zwiedzać góry.

Please Login to comment
avatar
  Subscribe  
Powiadom o