XIV Podziemny Bieg Sztafetowy – Kopalnia Soli Bochnia, 10 III 2018

Idea wystawienia drużyny na sztafetę w Bochni była dla mnie w tym roku dosyć oczywista, szczególnie, że całkiem nieźle biegało nam się w tej sztafecie w poprzednich latach (2014 i 2017). W tym roku jednak, postanowiliśmy wspólnie z zarządem SUM(p)T postawić sobie poprzeczkę jeszcze wyżej – padł mianowicie pomysł, aby wystawić dwie drużyny pod naszą marką, tak, aby przynajmniej jedna z nich na pewno weszła do zawodów. Ponieważ jednak nasz klub jest dosyć skromny liczebnie, pojawiły się rożne wątpliwości i dylematy, czy na pewno uda się skompletować dwie czteroosobowe drużyny. Po wielu zażartych dyskusjach w gronie zarządu klubu, postanowiliśmy wystawić dwa składy: jeden “szybki”, i drugi teoretycznie “powolny”. W skład pierwszego (SUMT1) weszli: starzy SUMT-owicze ŁukaszG i AniaC, oraz nowi: JakubM, i wytypowany z ogłoszenia, PawełK. O ile nie mieliśmy żadnych wątpliwości co do możliwości i kompetencji dwojga pierwszych zawodników, o tyle dwie ostatnie osoby pozostawały zagadką – okazało się jednak, że nasz wybór był strzałem w dziesiątkę, i że wszyscy uczestnicy spełnili z nawiązką pokładane nadzieje. O tym jednak później.

Do drugiego zespołu (SUMT2) przypisaliśmy następujących zawodników: BasiaSz, GosiaJ, ŁukaszA, oraz KamilK. Uznaliśmy, że to Kamil będzie naszym najmocniejszym ogniwem, ponieważ jako jedyny regularnie trenuje, i to nie tylko bieganie.

Kamil K.

Basia i Gosia trenowały w ostatnim okresie raczej w ograniczonym zakresie i bez nacisku na aspekty szybkościowe, natomiast ŁukaszA (ja) dopiero próbował wrócić do jakichkolwiek treningów, po długotrwałej kontuzji.

Z taką myślą zgłosiliśmy do losowania nasze wspomniane dwie drużyny, ale bez większej nadziei na to, że pojedziemy do Bochni wszyscy. Z wielkim zdziwieniem i radością przyjęliśmy zatem ostateczny wynik losowania – okazało się, że jednak wylosowano nas wszystkich!

Pozostało już tylko czekać z niecierpliwością na dzień startu – do rozwiązania pozostały jedynie kwestie logistyczne, związane z dojazdem na miejsce i podobnymi drobiazgami. Ostatecznie udało nam się wszystko ustalić i skoordynować bez większych trudności, tak by wszyscy byli zadowoleni.

W końcu nadszedł długo oczekiwany dzień: piątek, 9 III 2018. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, pojechaliśmy na trzy samochody: KamilK, ŁukaszA, oraz PawełK pojechali razem. Jakub dojechał we własnym zakresie, a trzecim samochodem zabrali się: Basia, Gosia, ŁukaszG i AniaC. Nasze spotkanie miało miejsce już pod ziemią, na dole.

Główna komora – “Ważyn”

Osobiście, była to już moja piąta wizyta w tym miejscu, zatem wszystko przebiegło rutynowo (oczekiwanie w kolejce przed szybem, zjazd pod ziemię, wędrówka korytarzem na miejsce noclegu, poszukiwanie dogodnego miejsca noclegu na pryczy, odbiór pakietów startowych, wspólne zdjęcia, a następnie ustalanie ostatecznej strategii biegu na dzień następny). Po tym wszystkim pozostało już tylko zrobić sobie parę wspólnych zdjęć i ułożyć się do snu, by następnego dnia wyjść na trasę biegu wypoczętym i dać z siebie wszystko.

SUMT 1

 

SUMT 2

 

Sobota, 10 III, rozpoczęła się jak dla mnie dość wcześnie, bo wstałem już przed 7. Szybko zjadłem symboliczny posiłek, po czym wraz z drużyną SUMT2 zaczęliśmy się szykować do wyzwania. W tym samym czasie do biegu szykowała się też drużyna SUMT1, pod wodzą ŁukaszaG, jednak ja skupiłem się bardziej na swojej.

Na pierwsze okrążenie wyszedł, zgodnie z ustaleniami, Kamil, ponieważ najbardziej z nas wszystkich rwał się do biegania. Wstępnie postanowiliśmy biegać kolejno każdy po jednej pętli, jednak ostateczną strategię ustalaliśmy potem na bieżąco, na miarę samopoczucia i chęci każdego z nas. A zatem, wbiegłem na trasę jako drugi, tuż po tym, jak swoje okrążenie zakończył Kamil.

Korytarz “August” – tędy prowadzi trasa biegu

Od początku przyjąłem dosyć zachowawcze tempo, pamiętając o niedawnej kontuzji. Nie chciałem za bardzo szarżować – pobiegłem tak, aby okrążenie (2,42km) pokonywać w około 13minut, plus minus 1 min. Warunki na trasie były całkiem dobre, wprawdzie jak zwykle wiało w pierwszej części chodnika, jednak wiatr był znacznie cieplejszy niż to pamiętałem z lat ubiegłych. Wszystko zależy od temperatury na powierzchni, która w tym roku była całkiem “wiosenna” (a bywały już lata, że w dniu startu padał śnieg i był mróz).

Wracając do samego biegu, w praktyce dla nas (SUMT2) wyglądało to tak, że: Kamil biegał okrążenie w 10-11 minut, Basia z Gosią – pomiędzy 15 a 20 minut, a ja pomiędzy 12 a 14 minut. Każdy pilnował własnego tempa, zgodnie z założeniem, by się na początku zbytnio nie przemęczyć, a potem tylko utrzymywać optymalne tempo.

Tymczasem drużyna SUMT1, również zgodnie z założeniami, utrzymywała dużo wyższe tempo, trzymając się zmian co jedno okrążenie aż do samego końca.

W miarę upływu czasu i kolejnych pętli, zaczęło pojawiać się lekkie zmęczenie, co nie zmienia jednak faktu, że po kilku okrążeniach zaczęło mi się biec nieco przyjemniej i szybciej (czas mojego okrążenia oscylował bliżej 12 minut niż 13 min.), a także, kilkakrotnie szarpnąłem się na pobiegnięcie dwóch pętli pod rząd. Druga pętla była w moim przypadku zawsze szybsza niż pierwsza, bo biegnąc drugą byłem już rozgrzany i rozruszany, natomiast startując pierwsze okrążenie po dłuższej przerwie, byłem sztywny i lekko wychłodzony – zawsze najtrudniejsze były pierwsze kroki po przerwie. Startując pod wiatr i z nogami “jak kołki” nie dało się z początku zbyt szybko biec, natomiast gdy już byłem rozgrzany, na drugim okrążeniu kusiłem się nawet na chwilowe ściganie z zawodnikami szybszymi od siebie.

Oznaczenia wzdłuż trasy, którą prowadzi bieg

W tym trybie przetrwaliśmy jakieś 8-9 godzin, trzymając się stałej rutyny: zmiany mniej więcej co jedno okrążenie (ew. co dwa), odpoczynek – kilkadziesiąt minut, chwila na jedzenie czy picie, lekkie rozciąganie, kilkadziesiąt sekund rozgrzewki, potem powrót na trasę. Cały czas zajmowaliśmy przedostatnie miejsce w stawce 65 startujących drużyn, co jednak wcale nas nie zrażało, po prostu robiliśmy swoje i trzymaliśmy własne tempo. Tymczasem drużyna SUMT1 pięła się w rankingu coraz wyżej i wyżej – zajmowała pozycję w okolicach 25 miejsca.

Jedna z atrakcji na trasie – elektryczna kolejka

Gdy minęło wspomniane 8-9 godzin, zrobiło się nieco mniej przyjemnie. Wprawdzie nadal utrzymywałem swoje tempo i rytm zmian, ale zacząłem odczuwać lekkie problemy żołądkowo-jelitowe, które nasiliły się w okolicach 10-11 godziny. W efekcie kilka okrążeń przebiegłem nieco wolniej (w granicach 14-15 minut) walcząc z bólem żołądka i jelit, musiałem też prosić Gosię, by weszła na jedno okrążenie zamiast mnie. Do tego okazało się, że Kamil nie do końca wytrzymał tempo, i zszedł z trasy przedwcześnie. Na samą końcówkę udało mi się jakoś pozbierać, i moje ostatnie okrążenie pobiegłem znów w okolicach 12 minut. Pozostał jednak pewien niedosyt, bo kondycyjnie byłem zdolny na znacznie więcej, niż realnie osiągnąłem – tym razem najsłabszym ogniwem nie okazały się , jak się obawiałem, ścięgna Achillesa (choć do pewnego stopnia dały mi się we znaki), ale słaby żołądek. Co ciekawe, nawet pomimo braku treningu biegowego przez ostatnie 6 miesięcy, dałem radę przetrwać większość z 12 godzin bez wielkich problemów kondycyjnych, co w pewnym sensie pozytywnie mnie zaskoczyło.

Boczny korytarz

Końcówka sztafety należała do Gosi – przekazałem jej zmianę na kilka minut przed końcowym odliczaniem, dzięki czemu nabiegała dodatkowy ponad kilometr. Ostatecznie, po wszystkich pomiarach, zajęliśmy ostatnie 65 miejsce, uzyskaliśmy rezultat w granicach 118 kilometrów, czyli praktycznie tyle, ile wstępnie zakładałem dla nas przed biegiem (realistyczne 120km). Natomiast drużyna SUMT1 osiągnęła świetny wynik, łącznie z dobiegiem – ponad 154km, co ostatecznie pozwoliło na zajęcie 22 miejsca.

Podsumowując wyniki, w naszej drużynie (SUMT2):

ŁukaszA – 14 okrążeń (33,88km)

GosiaJ – 12 okrążeń plus ok. 1 km dobiegu (łącznie ok. 30km)

BasiaSz – 11 okrążeń (26,6km)

KamilK – 11 okrążeń (26,6km)

Tymczasem SUMT1:

ŁukaszG – 16 okrążeń (38,7km)

PawełK – 16 okrążeń (38,7km)

AniaC – 15 okrążeń (36,3km)

JakubM – 16 okrążeń (38,7km)

Po biegu – makaron musi być

Podsumowując z kolei całe wydarzenie, muszę potwierdzić opinię, którą powtarzam po każdym starcie w Bochni: jest to bardzo ciekawa impreza, w niezwykłej formule i bardzo dobrze zorganizowana. Wprawdzie zainteresowanie tym biegiem wśród społeczeństwa nieco osłabło (w tym roku do losowania zgłosiło się ponad 100 drużyn, a były lata, że o dopuszczenie starało się grubo ponad 200), to jednak trzeba przyznać, że wydarzanie to wciąż pozostaje taką “perłą” wśród innych biegów, i na pewno warto tu wracać. Nigdzie nie ma takiej atmosfery i otoczki, jak właśnie w kopalni soli w Bochni – nie sam bieg jest tu istotą , ale samo niezwykłe miejsce i wyjątkowy klimat (zjazd ponad 200m pod ziemię, wędrówki niekończącymi się solnymi korytarzami, niezwykła zjeżdżalnia pozwalająca się rozpędzić do kilkudziesięciu km/h, nocleg w solnej grocie, a do tego lokalne piwo z dodatkiem tutejszej soli 🙂 ).

Dużym urozmaiceniem i pewnym niezwykłym wyjątkiem w tym biegu jest jego charakter sztafetowy, gdyż ta formuła nie jest zbyt często spotykana w typowych, masowych biegach. Z pewnością dodaje to tej imprezie sporo na atrakcyjności.

Słynne schody i zjeżdżalnia

I na sam koniec, jeśli chodzi o moje osobiste starty w Bochni – taka ciekawostka: na przestrzeni ostatnich 10 lat (między 2008 a 2018), 6 razy znajdowałem się w składach zgłoszonych drużyn, z czego 5 razy znalazłem się w wylosowanych drużynach. Zestawienie tych startów mógłbym ująć tak:

Rok

Nazwa drużyny

Wynik drużyny

Miejsce

2008

Doliniarze.com

155,7km

26

2010

Zagubieni w ciemnościach

156,05km

18

2014

Pizza team

139km

56

2017

Silesia Ultra Mountain Team

127,7km

60

2018

Silesia Ultra Mountain Team 2

118km

65

O autorze LukaszA

Łukasz A – karierę biegacza amatora zaczął już kilkanaście lat temu, kiedy to większość ludzi nie wiedziała, że taki sport istnieje. W ciągu kariery nastukał sporo ładnych startów w asfaltowych ultramaratonach. Biegał więcej godzin z rzędu, niż niektórzy potrafią przepracować w ciągu tygodnia – czyli biegi 12-, 24- i 48-godzinne. Obecnie preferuje raczej krótkie biegi górskie oraz kameralne imprezy na trasach leśnych w okolicach Katowic. Trzyma się z dala od komercyjnych imprez promowanych jak kandydaci do sejmu przed wyborami. Oprócz tego koleguje się z rowerem, bo ten mu pozwala zarabiać i utrzymać dobrą kondycję. W wolnych chwilach ciśnie zwiedzać góry.

Please Login to comment
avatar
  Subscribe  
Powiadom o