Być spełnionym biegowo….

W nawiązaniu do lektury książki “Jedz i biegaj”, moją uwagę przykuło jedno ze sformułowań zawartych we wspomnianej książce, a mianowicie: “radosna wstrzemięźliwość” (w kontekście: wstrzemięźliwość od podejmowania wyzwań sportowych).

Jak można rozumieć powyższe określenie?

Wydaje mi się, że chodzi o sytuację, w której zawodnik osiągnął poczucie spełnienia pod względem sportowym. Nie ma już niczego do udowodnienia sobie i otoczeniu. Jest w stanie z dystansem patrzeć zarówno na swoje wyniki, jak i na cudze zmagania o zwycięstwa w otaczającym świecie. Czuje, że mógłby nadal rywalizować, a nawet wygrywać (z samym sobą lub z innymi rywalami), ale w głębi duszy nie ma już takiej potrzeby. Być może nawet nadal startuje i wygrywa, tyle że bez tego bezkompromisowego parcia do przodu, jak dawniej.

W gruncie rzeczy taki status jest na swój sposób uprzywilejowany – umożliwia odsunięcie się na bok i spojrzenie na cały otaczający świat bez kompleksów: na swoje dotychczasowe życie, na wszelkie osiągnięcia i dotychczasowe sukcesy. Taka postawa jest charakterystyczna dla “starych” zawodników, którzy większość kariery mają już za sobą – i to niezależnie od tego, czy zaliczyli w życiu tylko jeden udany sezon, czy kilkadziesiąt. Każdy indywidualnie znajduje w sobie ten punkt spełnienia, a niektórzy być może nigdy go nie doświadczą, prąc nieustannie do przodu z niesłabnącym zawzięciem przez całe życie, i wciąż szukając nowych wyzwań.

Powstaje pytanie: czy wspomniany “status” jest dobry i pożądany, a jeśli tak, to jak go osiągnąć?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. W dużym stopniu przychodzi to samo z siebie, nie do końca zależnie od naszej woli – po prostu z czasem się pojawia i dojrzewa, aż do momentu, gdy zaczyna dominować w naszym myśleniu. Miejsce ciągłej walki, frustracji i chęci zmagań, zastępuje wtedy swoista radość, i wewnętrzny spokój.

Oczywiście, osiągnięcie tego stanu wcale nie oznacza z automatu zaprzestania uprawiania sportu jako takiego – a jedynie zmianę podejścia do niego, o czym do pewnego stopnia jestem w stanie poświadczyć również między innymi z obserwacji własnej 🙂

O autorze LukaszA

Łukasz A – karierę biegacza amatora zaczął już kilkanaście lat temu, kiedy to większość ludzi nie wiedziała, że taki sport istnieje. W ciągu kariery nastukał sporo ładnych startów w asfaltowych ultramaratonach. Biegał więcej godzin z rzędu, niż niektórzy potrafią przepracować w ciągu tygodnia – czyli biegi 12-, 24- i 48-godzinne. Obecnie preferuje raczej krótkie biegi górskie oraz kameralne imprezy na trasach leśnych w okolicach Katowic. Trzyma się z dala od komercyjnych imprez promowanych jak kandydaci do sejmu przed wyborami. Oprócz tego koleguje się z rowerem, bo ten mu pozwala zarabiać i utrzymać dobrą kondycję. W wolnych chwilach ciśnie zwiedzać góry.

Please Login to comment
avatar
  Subscribe  
Powiadom o