Trzy miesiące treningu – małe podsumowanie, VI 2018

3 miesiące – tyle mniej więcej trwa moja “przygoda” z treningiem.

Prawdę mówiąc, to pierwszy w moim życiu okres, o którym mogę powiedzieć, że cokolwiek trenuję, pomimo wcześniejszych kilkunastu lat biegania, rowerowania, i prawie 300 startów w przeróżnych zawodach.

Do tej pory stosowałem jedynie dosyć chaotyczne “bieganie intuicyjne” oraz “metodę treningowo-startową” – pisałem już o tym we wcześniejszych artykułach, więc nie będę teraz rozwijał tego wątku.

Dopiero niedawno zacząłem brać pod uwagę zmianę podejścia, polegająca na podjęciu próby systematycznego treningu ogólnorozwojowego pod nadzorem trenera. Trening rozpocząłem w w pierwszych dniach marca 2018, aczkolwiek nie był on z początku regularny (m. in. ze względu na chorobę, a następnie na kilkudniowy wyjazd).

Założeniem planu było trenowanie w sposób możliwie zróżnicowany (zarówno siłowy, jak i wytrzymałościowy) na siłowni, docelowo średnio 3 razy w tygodniu po około 2 godziny, a do tego pilnowanie diety (m. in. regularne posiłki, eliminacja cukrów, zwiększenie ilości białka). Oprócz tego przedłużyłem sobie “urlop” od startowania w zorganizowanych biegach (trwający od września 2017 z powodu przewlekłej kontuzji) – za wyjątkiem dwóch startów w 2018.

Ponieważ minęły już 3 miesiące, mogę wysunąć pewne wstępne wnioski, choć zdaję sobie sprawę, że to zdecydowanie zbyt krótki czas, by cokolwiek wyrokować.

Najbardziej oczywiste wnioski, a przy tym najłatwiejsze do zmierzenia, to:

  1. Waga: przed treningami (lata 2016-2018) wahania od 80kg do 84kg, ostatni pomiar 78,5kg (czerwiec 2018). Różnica teoretycznie niewielka, ale ze “szczytu” udało się zejść, jakby nie patrzeć, ponad 5kg w kilka miesięcy.

  2. Tkanka tłuszczowa: przed treningami (2016-2018) zawartość pomiędzy 18% a 20% (jeden z pomiarów nawet prawie 25%), po rozpoczęciu treningu systematyczny spadek do wartości 16,6% (czerwiec 2018). Różnica dość wyraźna, aczkolwiek do “ideału” jeszcze daleko 🙂 (docelowy poziom to ok. 10%)

  3. Tkanka mięśniowa: marzec 2018 – ok. 61,2kg. Ostatni pomiar (czerwiec 2018) – ok. 62,5kg. Różnica niezbyt duża (możliwe, że w granicach błędu statystycznego), ale jednak jest.

Inne obserwacje i wnioski są już mniej oczywiste, i trudniejsze do zmierzenia – subiektywnie obserwując siebie, zauważam pewien przyrost siły (dźwigane ciężary o ok. 10%-20% większe niż na pierwszych treningach) i większą wytrzymałość górnej części ciała (zdolność do robienia dłuższych serii ćwiczeń i przy nieco większym obciążeniu, niż na początku). Pewne obszary pozostają jednak do poprawki, a nieudane próby wykonania wszystkich zadanych przez trenera ćwiczeń uświadamiają mi moje braki, niemal na każdym kolejnym treningu 🙂

Po takim podsumowaniu pojawiają się pytania dotyczące dalszego przebiegu treningu. Najważniejszą kwestią jest uniknięcie kontuzji czy urazu – trzeba się cały czas pilnować, nie ulegać pokusie pójścia zbyt szybko do przodu, nie nakładać sobie większych ciężarów niż to obiektywnie możliwe. Czasem warto skrócić serię treningową, jeśli nie ma już sił na poprawne technicznie wykonywanie ćwiczenia. Dodatkowo po każdym treningu należy dokładnie się rozciągać i rolować (nawet przez pół godziny). Mimo to, obawa o kontuzję zawsze gdzieś pozostaje.

Inna kwestia, to pytanie, czy dalszy trening będzie równie skuteczny jak dotychczasowy, pod względem redukcji tkanki tłuszczowej czy wzrostu wytrzymałości mięśni? Nie ma innego sposobu by to sprawdzić, jak tylko kontynuować obecny plan 🙂

W końcu trzecia kwestia – pytanie, czy wystarczy determinacji, by dalej ćwiczyć na dotychczasowym poziomie zaangażowania (tzn 3 razy w tygodniu po 2 – 3 godziny)? Póki co, zapał jest, a dodatkowym motywatorem jest wykupiona umowa w Altus Fitness Get Fit na rok 🙂

Trudniej jest natomiast trzymać ścisłą dietę wg rozpiski – osobiście trochę “odpuściłem” trzymanie się stałych godzin posiłków i ściśle określonych produktów. Staram się jednak pamiętać o podstawowych zasadach (tzn jak najmniej cukru, jak najwięcej białka i kilka posiłków na dzień). Póki co, to wystarcza, choć zapewne mogłoby być lepiej.

Za 3 miesiące przyjdzie czas na kolejne podsumowanie 🙂

O autorze LukaszA

Łukasz A – karierę biegacza amatora zaczął już kilkanaście lat temu, kiedy to większość ludzi nie wiedziała, że taki sport istnieje. W ciągu kariery nastukał sporo ładnych startów w asfaltowych ultramaratonach. Biegał więcej godzin z rzędu, niż niektórzy potrafią przepracować w ciągu tygodnia – czyli biegi 12-, 24- i 48-godzinne. Obecnie preferuje raczej krótkie biegi górskie oraz kameralne imprezy na trasach leśnych w okolicach Katowic. Trzyma się z dala od komercyjnych imprez promowanych jak kandydaci do sejmu przed wyborami. Oprócz tego koleguje się z rowerem, bo ten mu pozwala zarabiać i utrzymać dobrą kondycję. W wolnych chwilach ciśnie zwiedzać góry.

Please Login to comment
avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
basiasz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
basiasz
Admin

Brawo Ty 🙂 oby tak dalej 🙂