Kajakiem po Dunajcu, czyli nasze przygody w Pieninach – 14-16 IX 2018

Pewnego dnia przez przypadek trafiłam na ogłoszenie na Facebooku, dotyczące wydarzenia „Aktywne Pieniny”. Bez chwili namysłu, po przeczytaniu zapowiedzi postanowiłam, że muszę również też tam być z ekipą SUMTową. Dlatego od razu napisałam do naszej paczki maila z informacją, że jest coś takiego jak Aktywne Pieniny (w skrócie: aktywny weekend w Pieninach – zorganizowana wycieczka połączona z treningami ogólnorozwojowymi, a do tego kajaki, rowery itp). Napisałam też do organizatorów zapytanie, czy osoby z zewnątrz też mogą wziąć udział. Jakaż była moja radość, gdy dostałam pozytywną odpowiedź. Teraz tylko trzeba było czekać na deklaracje sumtowiczów – ostatecznie na udział w wypadzie zdecydowali się, poza mną, ŁukaszA, Kuba i gościnnie Szymon.

Organizatorzy zapowiedzieli początek wydarzenia w piątek 14 IX na godzinę 13:00, wszyscy postanowiliśmy więc wziąć dzień w wolnego w pracy i wykorzystać go w pełni, wdrapując się na z samego rana na Trzy Korony. …ale po kolei 😉

Ostatecznie, wczesnym rankiem o godzinie 5:30 Kuba, Szymon i ja wyruszyliśmy ze Śląska w drogę do Krościenka nad Dunajcem. Na miejscu byliśmy około 10:00 – szybciutko zostaliśmy  przywitani przez organizatorów, którzy okazali wiele zainteresowania naszym wyjściem w góry, pytając, czy na pewno niczego nam nie brakuje. Nie czekając zbyt długo, wyruszyliśmy do centrum Krościenka (422mnp.) by wejść na żółty szlak prowadzący na polanę Wymiarki, przełęcz Szopka, aż na Trzy Korony (982mnpm). Poniżej przestawiamy zdjęcia z szczytu 3 koron. 😉

Wracaliśmy natomiast przez polanę Kosarzyska i polanę Wymiarki. Cały czas na szlaku mijaliśmy się z grupką emerytów, jak się później okazało z Warszawy. Nawet po zakończeniu wędrówki szlakiem, trafiliśmy do tej samej restauracji na obiad 😉 zamieniając po drodze jeszcze parę zdań.

Po południu dołączył do nas Łukasz A. Niedługo potem, czekał nas jeszcze trening z jednym z organizatorów – Markiem, który to zafundował nam podbiegi pod górę z niespodzianką (ćwiczeniami typu pajacyki, skipy czy burpee). Wykończeni intensywnymi ćwiczeniami, ale zadowoleni, poszliśmy wziąć prysznic i trochę odpocząć, by udać się wieczorem na grilla integracyjnego :).

Następnego dnia – pobudka o 7:00 jak w wojsku, szybkie śniadanie i kolejny trening z Markiem. Podczas porannego treningu zafundowano nam około 1km biegu, przeplatanego kolejną porcją intensywnych ćwiczeń  w kosmicznej ilości powtórzeń – np. kilka serii przysiadów czy „mountain climbers” – kolejno po 50, 40, 30, 20, 10 powtórzeń.

Później nadszedł czas na kajaki 🙂 Po godzinie 10:00 busikami zawieźli nas na miejsce startu spływu kajakowego, do miejscowości Sromowce Niżne. Na miejscu panował spory tłok, prawie jak na targowisku 🙂 Tłumy ludzi zaczynały tutaj spływ Dunajcem, między innymi i nasza grupa. Tuż przed wypłynięciem nastąpiła krótka odprawa, podczas której poinstruowano nas, żeby w końcowej fazie spływu pod żadnym pozorem nie wpływać w lewą odnogę rzeki, gdzie jest silny nurt. Jak się potem okazało, była to ważna rada, o której jednak wszyscy zapomnieliśmy podczas kilkugodzinnego wiosłowania, co miało potem „dramatyczne” konsekwencje – o tym jednak za chwilę 🙂

 

Podzieliliśmy się na 2 zespoły – jeden Kuba i Szymon, drugi ja i Łukasz, by ruszyć na około 19-kilometrową trasę spływu Dunajcem. Organizatorzy pomogli nam znaleźć się w wodzie, po czym ruszyliśmy…. Obydwu zespołom na początku było ciężko się synchronizować w rwącym nurcie wody. Chłopcy Szymon i Kuba zaliczyli wywrotkę już na początku. Szymon nawet stracił klapka :D.

Sam spływ okazał się być niezapomnianym przeżyciem – przez kolejne kilka godzin mieliśmy okazję toczyć walkę z wodnym żywiołem, jednocześnie podziwiając nieziemskie widoki skalnych ścian i górskich szczytów pogrążonych we mgle i chmurach. Widoki były naprawdę zapierające dech, mimo panującego lekkiego deszczu i silnego zamglenia (nie porobiliśmy jednak żadnych zdjęć, bo przez cały czas byliśmy skupieni na wiosłowaniu i sterowaniu kajakiem). Momentami nurt rzeki był bardzo wzburzony, tak, że do kajaka nalewało się pełno wody. Raz nawet musieliśmy zrobić przerwę i dobić do brzegu, żeby wylać wodę z kajaka. Niestety, na zakończenie spływu, boleśnie przypomniała o sobie rada, którą usłyszeliśmy przed wypłynięciem – wiedzeni owczym pędem, pomyliliśmy trasę, wpływając w „zakazaną” odnogę. Skończyło się to wywróceniem kajaka, przez co obydwoje (ja i Łukasz) wpadliśmy do wody w bardzo silnym i wzburzonym nurcie rzeki. Kajak wraz z wiosłami odpłynął w siną dal, a my walczyliśmy przez chwilę o życie, usiłując utrzymać się na powierzchni, miotani pomiędzy głazami przez „białą wodę”.  Pomogli mi chłopcy z drugiego zespołu, którzy również wpłynęli w zakazany odcinek, ale przepłynęli go szczęśliwie bez wywrotki. Suma summarum, udało się nam wydostać na brzeg, wiosła uratowali organizatorzy, a kajak wyłowili kilkaset metrów dalej organizatorzy i ekipa z zespołu wynajmującego kajaki. Dla nas skończyło się na drobnych otarciach i poobijanych nogach. Łukasz został na przeciwnym brzegu i musiał w innym miejscu przeprawiać się przez rzekę, szukając uprzednio odpowiednio głębokiego i spokojnego miejsca, nadającego się do przepłynięcia wpław (przejście rzeki najkrótszą drogą na nogach okazało się niemożliwe, z uwagi na powalająco silny nurt, pomimo stosunkowo płytkiej wody, nie sięgającej wyżej niż do pasa). Trochę było strachu, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Cośmy narozrabiali to nasze, dlatego przepraszamy za kłopot organizatorów i dziękujemy za pomoc i wyrozumiałość J .

Po południu był jeszcze trening z oponami, na który nasza czwórka się nie stawiła bo … no właśnie, bo jest wiele powodów – ogólnie nie ma się czym chwalić, więc pominiemy ta kwestię 😀

Wieczorem czekał nas kolejny grill i niespodzianka przygotowana przez organizatorów – pochód z pochodniami w górę stoku (żartobliwie mówiąc, taka procesja do grilla, wyglądającego z dala jak ołtarzyk 🙂 ). Można się było najeść do woli kiełbasami, smażonymi oscypkami i różnymi sałatkami, jednak my zachowaliśmy się skromnie, i poprzestaliśmy jedynie na drobnej przekąsce 🙂 Po grillu nasza paczka zaczęła dopiero imprezowanie w łózkach – niektórych z nas wzięło na śpiewanie różnorakich piosenek, od głupich disco polo, aż na Dżemie skończywszy J Tak sobie śpiewaliśmy gdzieś do północy, a następnie udaliśmy się na zasłużony odpoczynek i regenerację.

W niedzielę rano ponownie pobudka o 7:00, szybkie śniadanie i trening na zewnątrz z Markiem, już w słonecznej pogodzie, ale też i w lekkim chłodku. Po treningu pozostało tylko szybko przebrać się, po czym udaliśmy się do wypożyczalni, po dobrane dzień wcześniej rowery J aby wyruszyć na trasę rowerową. Trasą rowerową przejechaliśmy około 20km z Krościenka do Czerwonego Klasztoru i z powrotem, jadąc dokładnie tym samym torem, którym poprzedniego dnia spływaliśmy kajakami – cały czas wzdłuż Dunajca – korzystając z bajecznej  wręcz pogody (słońce, lekki wietrzyk i prawie bezchmurne niebo). Bardziej zaawansowani mieli do wyboru trasę dłuższą – łącznie 70km. Początkowo Szymon z Kubą pisali się na dłuższą trasę, tym niemniej po jakimś czasie zawrócili i dołączyli do nas. Wszyscy ruszyliśmy z powrotem szlakiem rowerowym w kierunku Krościenka nad Dunajcem.

W drodze do czerwonego klasztoru.

Po rowerach czas było uzupełnić kalorie jedząc pyszny obiad i zbierać się do domów. Przed obiadem, przypałętał się do nas niespodziewany gość – miejscowy kot 🙂

Podsumowując, weekend uważamy za bardzo udany, obfity we wrażenia i masę przygód J Cieszymy się, że mogliśmy wziąć udział w evencie organizowanym przez przygodowo.pl :). Polecamy każdemu taką formę odpoczynku i atrakcji J Dodatkowo, Pieniny są niezwykle urokliwym miejscem, w którym idzie nacieszyć się widokami i naprawdę naładować akumulatory :).

Pozdrawiamy Łukasz, Kuba, Basia i Szymon 🙂

O autorze basiasz

bez biegania i chodzenia po górach oraz aktywnego wypoczynku nie wyobraża sobie życia. Niegdyś ultra maratończyk, aktualnie wraca do świata ultra po kontuzji. Planuje wystartować w biegach 12h i 24h 🙂 Lubi stawiać sobie wyzwania górskie dlatego jest zdobywczynią Głównego Szlaku beskidzkiego i Głównego szlaku sudeckiego. W najbliższych latach planuje nadal zdobywać kolejne prestiżowe szlaki górskie w Polsce i zagranicą.