Spacer po Tatrach – 28 IX 2018

Godzina 4:00 rano, a właściwie w nocy. Dzwoni budzik.

Ustawiłem na budziku tak wczesną godzinę, by wyruszyć w drogę jeszcze w nocy, ale z góry wiedziałem, że to mało realistyczne. Plan był bardzo prosty: wstać jak najwcześniej, jechać do Krakowa a stamtąd do Zakopanego, by zaliczyć jakąś fajną trasę, korzystając z “okna pogodowego” zapowiadanego na piątek (28 IX 2018).

W nocy otrzymałem SMSa od koleżanki, z którą wstępnie umawiałem się na możliwość wspólnej wycieczki – odpisała, że jednak nie jedzie, co jednak nie zmieniło mojego zamiaru, by mimo wszystko się wybrać (tym razem, niestety, samemu).

Tak więc, realizując mój wcześniejszy zamiar, zwlokłem się z łóżka i coś na szybko zjadłem. Nie udało mi się jednak znaleźć determinacji, by wyruszyć z domu już o 5:30, zebrałem się dopiero przed 7:00 (co i tak jest jak dla mnie, niezłym wyczynem, aczkolwiek obiektywnie patrząc, godzina ta jest nieco za późna na wyjazd z Katowic w Tatry). Na miejscu, w Zakopanem, byłem w efekcie dopiero koło 11:00, a na szlak wyszedłem przed 11:30 – o jakieś 3 lub 4 godziny za późno.

Brałem pod uwagę kilka wariantów trasy, ostatecznie postanowiłem iść z Kuźnic żółtym szlakiem na przełęcz Między Kopami, a następnie do Czarnego Stawu Gąsienicowego, z ewentualnym wariantem wejścia na Kościelec, lub na Świnicką Przełęcz, ewentualnie na Kasprowy Wierch.

Musze się przyznać, że była to moja pierwsza w życiu wyprawa w rejon Tatr Wysokich, dlatego nie doceniłem skali trudności trasy. Do tego doszła stosunkowo późna godzina rozpoczęcia wycieczki, i niezbyt ciekawe (mimo dobrych prognoz) warunki atmosferyczne w najwyższych rejonach szczytowych, co koniec końców zweryfikowało początkowe założenia.

Pierwszy odcinek – żółty szlak z Kuźnic do przełęczy Między Kopami – w zasadzie nie różni się wiele od szlaków beskidzkich, pokonałem go więc bez żadnych trudności. Jedynie, co mi przeszkadzało, to wilgotna, duszna i wręcz gorąca aura, podczas gdy ja nastawiałem się raczej na lekki chłodek. Odcinek ten zrobiłem szybkim marszem, w czasie znacznie krótszym, niż wynikałoby z rozpiski szlaków, pomimo wielu przerw na robienie zdjęć. Już od samego początku ze szlaku można podziwiać niezwykłe widoki, z każdym kolejnym kilometrem coraz to ciekawsze.

Widok  w okolicach Kuźnic
Giewont

Z Przełęczy Między Kopami równie szybko zszedłem do schroniska Murowaniec, wciąż podziwiając coraz to nowe, nieziemskie widoki na okoliczne szczyty.

Po chwili przerwy koło schroniska, zgodnie z założeniem, wyruszyłem dalej – w stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego, wyprzedzając na wąskiej, kamienistej ścieżce tłumy turystów, podążających w tę samą stronę.

Widok z okolic schroniska Murowaniec

Znów porobiłem masę zdjęć, widoki stały się wręcz nieziemsko piękne, nie do opisania żadnymi słowami. Nie robiłem jednak długich przerw, starając się dreptać naprzód możliwie szybkim tempem. Wkrótce doszedłem do brzegu Stawu, i w tym momencie dopiero poczułem przenikliwy chłód wiejący od strony tafli wody. Znów chwila przerwy na zdjęcia, po czym trochę pomyliłem kierunki – zamiast od razu iść czarnym szklakiem na Karb, odbiłem w drugą stronę – zanim się zorientowałem, obszedłem pół stawu, po czym musiałem się cofać do punktu wyjścia (dalsze podążanie szlakiem niebieskim, groziłoby wejściem na pogrążony we mgle, Zawrat).

Czarny Staw Gąsienicowy i okoliczne szczyty
Słońce próbuje bezskutecznie przebić się przez gęste chmury nad szczytami

Wspinaczka czarnym szlakiem na Mały Kościelec do łatwych nie należy – cały czas idzie się po ogromnych głazach, a trasa jest bardzo stroma. Do tego gdzieniegdzie leżały małe płaty mokrego śniegu. Wynagrodzeniem za trud wspinania, jest jednak kolejny nieziemski widok – z jednej strony na Czarny Staw, a z drugiej – na mniejsze stawy Doliny Gąsienicowej.

Wschodnia część Doliny Gąsienicowej – Czarny Staw Gąsienicowy, widok ze szlaku na Mały Kościelec
Dwoisty Staw – widok z Małego Kościelca na zachodnią część Doliny Gąsienicowej

Z kolei w kierunku południowym, widoczny był Kościelec oraz gęsta tego dnia mgła, skrywająca Orlą Perć ze Świnicą. Nie odważyłem się na wspinaczkę w tamtym kierunku, wybierając zejście w dół w stronę stawów. Schodząc, można było usłyszeć złowrogi ryk silnego wiatru pośród skał okolicznych wysokich szczytów. Wrażenie było niesamowite.

Po lewej Kościelec, a gdzieś za mgłą – Orla Perć

Od tej pory szlak prowadzi już praktycznie cały czas w dół, zataczając pętlę do schroniska Murowaniec. Jedyną uciążliwością były tu śliskie kamienie, którymi wyłożony jest cały szlak – przy chwili nieuwagi, można było sobie skręcić staw skokowy. Kilka razy zdarzyło mi się potknąć, ale ostatecznie w jednym kawałku dotarłem do schroniska, a stamtąd, dokładnie taką samą trasą jak na początku, wróciłem do Kuźnic.

Schodząc do Murowańca – jeszcze jeden rzut oka w tył, na Kościelec i Orlą Perć

Całość trasy liczyła ok. 15 km, a suma przewyższeń +1050m i -1050m. Przejście zajęło mi niecałe 5 godzin.

O autorze LukaszA

Łukasz A – karierę biegacza amatora zaczął już kilkanaście lat temu, kiedy to większość ludzi nie wiedziała, że taki sport istnieje. W ciągu kariery nastukał sporo ładnych startów w asfaltowych ultramaratonach. Biegał więcej godzin z rzędu, niż niektórzy potrafią przepracować w ciągu tygodnia – czyli biegi 12-, 24- i 48-godzinne. Obecnie preferuje raczej krótkie biegi górskie oraz kameralne imprezy na trasach leśnych w okolicach Katowic. Trzyma się z dala od komercyjnych imprez promowanych jak kandydaci do sejmu przed wyborami. Oprócz tego koleguje się z rowerem, bo ten mu pozwala zarabiać i utrzymać dobrą kondycję. W wolnych chwilach ciśnie zwiedzać góry.