Góry Opawskie 22-23.09.2018

Kolejny nasz wyjazd zaplnowaliśmy  jadąc do Pokrzywnej i na Biskupią Kopę. Nawet dobrze się składa, bo Biskupia Kopa jest w wykazie szczytów do Korony Gór Polski, a my niedawno rozpoczęliśmy ten projekt – byłby to nasz pierwszy szczyt :).

Tak więc, na dzień naprzód wspólnie ugadaliśmy się co do transportu. Jeszcze dodam, że bardzo mocnym argumentem było odwiedzenie sympatyka sumtu, który aktualnie pracuje w schronisku na Biskupiej Kopie – Marcina :).

Zaczynając od początku 🙂 około 9:00 ruszyliśmy  w stronę Prudnika, początkowo troszeczkę myląc drogę, ale na szczęście nasz pilot i kierowca zorientował się na tyle szybko, że nie zaburzyło to bardzo ram czasowych, które zaplanowaliśmy. 😉

Przed wyjściem na szlak.

Po przyjeździe do Pokrzywnej wyruszyliśmy na niebieski szlak, wędrując obok nieczynnej skoczni, czy przechodząc przez Gwarkową Perć, która dodała atrakcyjności całemu szlakowi 🙂 Oczywiście, ja byłam przerażona wejściem 10-metrową drabiną równolegle do skały, na szczęście przy pomocy Pawła udało się. Dzięki CI za nieocenioną pomoc 🙂

 

 

 

Gwarkowa Perć.

Później lekko odbiliśmy żółtym szlakiem w stronę kamieniołomu oraz na wzgórza Piekiełko i Zimowit, a następnie spacerowym tempem na Biskupią Kopę do schroniska PTTK.

 

 

Po zameldowaniu się rozbiliśmy nasze domki – 2 namioty 2-osobowe. Później zjedliśmy pyszny obiad – lisi przysmak i jednorożca, a po krótkim odpoczynku udaliśmy się na sam szczyt Biskupiej Kopy 🙂

Wieża na szczycie Biskupiej Kopy.

Wracając spotkaliśmy Marcina, który skończył pracę i zrobił nam niespodziankę w postaci ogniska, oraz śpiewnika dla sumtu, byśmy mogli wspólnie poćwiczyć poezję śpiewaną J. Później dołączył do nas zespół muzyczny, gdyż w schronisku był przedtem koncert – zaczęło się kilkugodzinne śpiewanie rożnych piosenek przy ognisku, aż do nocy. Gdy większość z nas udała się spać, Marcin i Paweł zrobili sobie jeszcze nocną przebieżkę w stronę Przełęczy pod Srebrną Górą :).

 

Wspolne zdjęcia na miejscu gdzie stały nasze namioty 😉 

Następnego dnia mega wyspani zjedliśmy obfite śniadanie i zeszliśmy z powrotem do Pokrzywnej do samochodu, by podjechać do Czech – do miejscowości Zlate Hory i wspólnie przejść jeszcze kawałek górami po czeskiej stronie.

 

Wspólnie dotarliśmy do ruin zamku Edelstein (nieco rozczarowując się widokiem – z zamku pozostał tylko kawałek wieży i ledwo widoczne mury zarośnięte grubą buczyną), natomiast Ania z Pawłem zrobili pętlę zaliczając kaplicę św. Anny i szczyt Velkie Pinky :).

Ruiny zamku Edelstein

Ogólnie, wszyscy zmęczeni i zadowoleni po trasie wylądowaliśmy w restauracji „U Radice”, gdzie zjedliśmy pożywny obiad i dalej wyruszyliśmy do domów w stronę Śląska.

Ogólnie jesteśmy bardzo zadowoleni z weekendu w Górach Opawskich :).

O autorze basiasz

bez biegania i chodzenia po górach oraz aktywnego wypoczynku nie wyobraża sobie życia. Niegdyś ultra maratończyk, aktualnie wraca do świata ultra po kontuzji. Planuje wystartować w biegach 12h i 24h 🙂 Lubi stawiać sobie wyzwania górskie dlatego jest zdobywczynią Głównego Szlaku beskidzkiego i Głównego szlaku sudeckiego. W najbliższych latach planuje nadal zdobywać kolejne prestiżowe szlaki górskie w Polsce i zagranicą.