Jesienny spacer w Tatrach – 10 X 2018

Październik. Tradycyjnie czas “złotej jesieni”.

Również i w tym roku pogoda nie zawiodła – od dłuższego czasu wszelkie prognozy zapowiadały powrót wyżowej, letniej i słonecznej pogody, z temperaturami dochodzącymi do kilkunastu stopni na plusie, nawet w najwyższych partiach gór. Skoro tak, to grzechem byłoby nie wykorzystać sytuacji i nie ruszyć się z domu… Pytanie tylko, gdzie? A może by tak, w… Tatry! Miejsce, o którym marzę przez pół życia, a którego nie dane mi było dotąd odwiedzić na dłużej. Cóż z tego, że byłem w Tatrach przez jeden dzień, niecałe 2 tygodnie temu…?

10 października nadarzyła się kolejna okazja, z której to postanowiłem skorzystać, już bez szukania wymówek i bez odkładania na później.

Tym razem nie popełniłem błędu z wrześniowej wycieczki, i wyjechałem z Katowic w środku nocy. Już przed godziną 4:00 siedziałem w bezpośrednim autobusie do Zakopanego, próbując trochę pospać w trakcie jazdy. Prawie mi się to udało, przekimałem w półśnie kolejne 3 godziny, budząc się tuż po 7:00 na zakopiańskim dworcu. Stamtąd pozostało jeszcze tylko podjechać do Kuźnic, po czym bez zwlekania wyszedłem na szlak.

Wstępnie wybrałem sobie inną trasę niż poprzednio – a mianowicie, z Kuźnic w stronę Giewontu, a następnie na Kasprowy Wierch, z opcją wejścia na Świnicę. Ostateczną trasę ustaliłem sobie już podczas wędrówki, obserwując na bieżąco warunki i samopoczucie.

Mapa trasy

A zatem, z Kuźnic ruszyłem powoli w stronę Hali Kondratowej. Początkowy odcinek szlaku jest mało widokowy – idzie się przez gęsty las, mijając pustelnię brata Alberta i polanę Kalatówki. Nie jest tutaj zbyt stromo.

Okolice Doliny Goryczkowej

Dopiero wychodząc z z Doliny Goryczkowej ujrzałem pierwsze prawdziwie tatrzańskie widoki, takie jak: Kalacka Turnia, Kalacka Kopa, a następnie Giewont.

Pierwsze widoki….

Zrobiłem sobie mały przystanek w okolicy schroniska na Hali Kondratowej, po czym poczłapałem zielonym szlakiem na niewinnie wyglądającą, płaską trasę, wśród gęstej kosodrzewiny.

Schronisko na Hali Kondratowej

Przypomniałem sobie, że w takich miejscach mogą występować niedźwiedzie, toteż z niepokojem rozglądałem się cały czas w prawo i w lewo. Jednak żadnego drapieżnika nie zauważyłem tego dnia. Jedynymi dużymi zwierzętami były kozice.

Początek drogi na przełęcz pod Kondracką Kopą

Początkowo szlak wiedzie tu lekko pod górę, ale już wkrótce nachylenie staje się większe, i rośnie z każdym kolejnym metrem. Ostatni odcinek wiedzie zakosami po naprawdę stromym stoku, dłużąc się nieznośnie – rekompensatą za mozolną wspinaczkę są niezwykłe widoki, zarówno w stronę Giewontu, jak i, z przełęczy pod Kopą Kondracką, na południe, w stronę Tatr Słowackich.

Giewont – widok spod przełęczy pod Kopą Kondracką
Widok z przełęczy pod Kopą Kondracką – Tatry Słowackie

Chwilę odpocząłem na Przełęczy, po czym, zgodnie z planem, udałem się czerwonym szlakiem na wchód, w stronę Kasprowego Wierchu. Ponieważ nigdy wcześniej nie byłem w tej okolicy, nie wiedziałem czego się spodziewać – na mapie wszystkie szlaki wyglądają jednakowo 🙂

Droga spod Kondrackiej Kopy na Kasprowy była jednak czymś, z czym nigdy wcześniej się nie zetknąłem oko w oko – widoki i wrażenia są tu po prostu nieziemskie i nie do opisania żadnymi słowami….

Jedno ze stad kozic napotkanych na trasie
Po prawej – charakterystyczny szczyt: Krywań, Tatry Słowackie

Ścieżka wśród skał

Jedno z miejsc wymagających wspinaczki na skałę
Trochę inne spojrzenie na Giewont
Po lewej – Kasprowy Wierch, po prawej w głębi –  Świnica
Po prawej – Krywań

Po około 2 godzinach mozolnego brnięcia przez skalny labirynt, urozmaicony gdzieniegdzie naturalnymi ściankami wspinaczkowymi, dotarłem w końcu na Kasprowy Wierch. Wprawdzie na czerwonym szlaku nie ma wielkich przewyższeń, ale skala trudności jest spora. Do tego dochodzą dodatkowe atrakcje, w postaci pionowych urwisk po obu stronach wąskiej ścieżki, miejscami prowadzącej środkiem grani.

Dolina Gąsienicowa i Świnica – widok z okolic Kasprowego Wierchu

Po dojściu w okolice Kasprowego Wierchu, znów zrobiłem mały odpoczynek, wahając się, czy iść dalej w stronę Świnicy, czy jednak zakończyć tutaj swoją podróż. Po krótkiej kalkulacji czasowej, i po uwzględnieniu zmęczenia dotychczasową trasą, uznałem jednak z pewnym żalem, że nie warto porywać się z motyką na Słońce, i że pora zbierać się w drogę powrotną – od mojego wyjścia z Kuźnic minęły już ponad 4 godziny.

Po południu pojawiło się zachmurzenie i mgły

Szlak z Kasprowego Wierchu na Świnicę to 2h trudnej wspinaczki nieznaną mi trasą, kolejne 2h zająłby powrót na Kasprowy. Do tego jeszcze należało doliczyć teoretycznie 2h zejścia z Kasprowego do Kuźnic. To byłoby za dużo jak na jeden dzień (9-10 godzin chodzenia po trudnych lub bardzo trudnych szlakach). Idąc za głosem rozsądku, udałem się więc zielonym szlakiem w dół, w stronę Zakopanego, gdzie dotarłem po ok. półtorej godziny szybkiego marszu.

Podsumowując, trasa, którą zrobiłem tego dnia, to około 17km, z przewyższeniem +1300m/ -1300m, w czasie 6h i 10 minut.

O autorze LukaszA

Łukasz A – karierę biegacza amatora zaczął już kilkanaście lat temu, kiedy to większość ludzi nie wiedziała, że taki sport istnieje. W ciągu kariery nastukał sporo ładnych startów w asfaltowych ultramaratonach. Biegał więcej godzin z rzędu, niż niektórzy potrafią przepracować w ciągu tygodnia – czyli biegi 12-, 24- i 48-godzinne. Obecnie preferuje raczej krótkie biegi górskie oraz kameralne imprezy na trasach leśnych w okolicach Katowic. Trzyma się z dala od komercyjnych imprez promowanych jak kandydaci do sejmu przed wyborami. Oprócz tego koleguje się z rowerem, bo ten mu pozwala zarabiać i utrzymać dobrą kondycję. W wolnych chwilach ciśnie zwiedzać góry.