XXX Perła Paprocan 21 X 2018

Podczas poprzedniej, 29 Perły Paprocan (wiosennej), wspólnie z Gosią postanowiłyśmy, że każda postara się mocno przygotować do edycji jesiennej i zrobimy życiówki w półmaratonie. Plany planami a życie życiem – wyszło, jak wyszło. Czas przeleciał niepostrzeżenie i stanęło na tym, że na pewno wystartujemy w zawodach, walcząc na jednej pętli (7km),  przy czym Gosia pokona całość biegiem, a ja z powodu przymusowego postu od biegania, pójdę z kijkami NW. Tak też się stało 🙂 A oto nasze wrażenia z startu:

Małgosia

Gdy zasiadam „dzień po” do napisania tych kilku dań o XXX Perle Paprocan, za oknem jest piękna pogoda – słońce, brak chmur – piękna jesień. Wczoraj było zupełnie inaczej. Chociaż nie narzekam – nie padało, a to jest najważniejsze. Do temperatury zawsze można się dostosować odpowiednim ubiorem. Deszcz bywa kłopotliwy. Na szczęście jakiś czas przed startem biegu, który był o godzinie 10, przestało padać. To znacząco poprawiło nam humory – mnie i Basi. Początkowo chciałyśmy przebyć trasę razem – Basia „z kijami” a ja truchtem. Chwilę przed startem stwierdziłyśmy, że jednak każda osobno pokona dystans jednego okrążenia wokół jeziora – 7 km. W moim przypadku był to swego rodzaju powrót do startowania w zawodach. Po nadwyrężeniu kolana w maju, podczas górskiej wycieczki, prawie nie biegałam. Perła Paprocan wydała mi się świetną okazją, żeby sprawdzić formę po tak długiej przerwie. Dystans można dostosowywać i podejmować decyzje w trakcie biegu. Tym razem było to „tylko” 7km – po takiej przerwie i tak było to pewnego rodzaju wyzwaniem. Na szczęście, mimo wszystko widoki dopisywały – okolica wokół jeziora jest bardzo ładna. Między innymi dlatego polubiłam te zawody. Chociaż trzeba przyznać, że czasami potrafi zawiać od jeziora zimnym wiatrem. Na szczęście byłam odpowiednio przygotowana i dzisiaj w pracy nie miałam problemów z gardłem. Ostatecznie czas nie był najgorszy, więc są nadzieję, że uda mi się w miarę szybko odzyskać formę. Jeśli się uda, to na następnej edycji, już XXXI, uda mi się wydłużyć dystans lub poprawić czas na tym samym dystansie.

Sytuacja sprzed rozpoczęcia zawodów, gdy pogoda dopiero zaczynała się poprawiać.

M: Która z nas wpadła na ten pomysł?

B: Nie pamiętam, ale zapisałyśmy się już pół roku temu.

M: Wtedy uważałyśmy, że jest to super pomysł.

Po zawodach okazało się, że pomysł jednak rzeczywiście był dobry – świetna motywacja do ruszenia się.

 

Basia

Dla mnie były pierwsze w życiu zawody, w których startowałam w dyscyplinie Nordic Walking 🙂

Miałam więc masę obaw jak to będzie, czy dam rade itp., itd. Adrenalina na starcie wpłynęła pozytywnie na czas, który skróciłam o przeszło 20 minut w stosunku do pierwszych założeń. Zakładałam bowiem, że pokonam tą 7km pętlę w 1:30 h, a udało się ją pokonać 1:09 h. Niewątpliwie, jest życiówka i pozytywne zaskoczenie 🙂  Całość pokonywałam równiutko w tempie 6,3km/h. Szło mi się bardzo dobrze, na początku trzymałam się dwóch Pań, których tempo przypadło mi do gustu i razem z nimi wyprzedziłam kilka osób. Później jednak zdecydowałam się, że opuszczę owe Panie, a moim celem stało się wyprzedzanie kolejnych osób. Tak było do mety – nie dałam się już wyprzedzić nikomu :).
Widoki podczas samego rajdu przepiękne, trasa jest niezwykle urokliwa, idzie na niej wypocząć psychicznie, jednocześnie męcząc się się fizycznie. Co jakiś kawałek można było obserwować, jak pasjonaci rybołówstwa na brzegu jeziora łowią swoje zdobycze – widok rzadki dla mnie, więc miło było popatrzeć na coś innego dla odmiany 🙂 Najbardziej mi szkoda, że przez jakiś czas nie będę mogła biegać z Gosią, bo razem mocno się motywowałyśmy podczas wspólnych startów i naprawdę dobrze nam to wychodziło. Niemniej cieszę się, że mogłyśmy się razem wybrać i poplotkować w samochodzie o rzeczach ważnych i mniej ważnych – przyziemnych i tych niebiańskich 🙂

Tak więc, zaplanowałyśmy już kolejny start w ramach botanicznej Piątki w Mikołowie 🙂 Gosia pobiegnie 5km walcząc o życiówkę a ja na pewno zrobię życiówkę w NW na dystansie 5km na trasach Śląskiego Ogrodu botanicznego w Mikołowie 🙂

 

Pozdrawiamy serdecznie i do zobaczenia na zawodach 🙂

Materiał zdjęciowy pochodzi z galerii AktywnaMucha 🙂
https://www.facebook.com/aktywnamucha/

Dziękujemy za zgodę na publikację 🙂

 

 

O autorze basiasz

bez biegania i chodzenia po górach oraz aktywnego wypoczynku nie wyobraża sobie życia. Niegdyś ultra maratończyk, aktualnie wraca do świata ultra po kontuzji. Planuje wystartować w biegach 12h i 24h 🙂 Lubi stawiać sobie wyzwania górskie dlatego jest zdobywczynią Głównego Szlaku beskidzkiego i Głównego szlaku sudeckiego. W najbliższych latach planuje nadal zdobywać kolejne prestiżowe szlaki górskie w Polsce i zagranicą.