Scott Jurek: “Północ” – recenzja i komentarz do książki

Książkę można streścić w jednym zdaniu: “Stary mistrz postanawia raz jeszcze powrócić na górskie trasy, by pokazać swoją klasę, dokonując jednocześnie wyczynu, którego nikt przed nim nie osiągnął”.

Tym mistrzem jest oczywiście Scott Jurek, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Zawodnik ten wygrywał lub zajmował czołowe miejsca w wielu najbardziej ekstremalnych, górskich ultramaratonach, ustanawiając wiele rekordów i wyznaczając nowe standardy w górskim bieganiu. Jak to jednak w życiu bywa, czas odciska swoje piętno nawet na najtwardszych ludziach. Ponad 20-letni cykl nieprzerwanych zwycięstw i sukcesów, sprawił, że Scott uległ swego rodzaju “wypaleniu”, zaczął popadać w wygodnictwo i w rozleniwienie. Gdy to sobie uświadomił, postanowił raz jeszcze poderwać się do walki, by ukoronować swoją karierę w możliwie niezwykły sposób, który przyćmi wszystkie dotychczasowe osiągnięcia…. Tak też zrodził się w jego głowie pomysł rekordowo szybkiego zaliczenia Szlaku Appalachów, liczącej ok. 3500 km górskiej trasy, leżącej we wschodniej części kontynentu północnoamerykańskiego.

“Północ” (tytuł oryginalny: “North. Finding my way while running The Appalachian Trail”) to kolejna, po “Jedz i biegaj”, książka napisana przez Scotta Jurka, tym razem wspólnie z żoną, Jenny Jurek. Jak sam tytuł wskazuje, najnowsza książka jest niejako kroniką i sprawozdaniem z przebiegu wyprawy przez wspomniany Szlak Appalachów. Oprócz wątku czysto “kronikarskiego”, porusza jednak również inne kwestie – takie jak: przygotowania do wyprawy, wspomnienia z lat poprzednich, relacje z ludźmi spotkanymi na trasie, czy też przemyślenia egzystencjalne, które zrodziły się podczas wielotygodniowego pokonywania szlaku.

Na szczególną uwagę, w moim subiektywnym odczuciu, zasługuje kilka wątków:

  • Wspomniana już wcześniej, kwestia wypalenia i zniechęcenia długoletnim startowaniem i / lub ciągłym wygrywaniem. Prawdopodobnie wielu z nas doświadcza lub doświadczy na swój sposób takiego stanu. Jak widać, ten problem nie omija nawet czołowych zawodników. Nie ma uniwersalnego sposobu, w który można sobie z tym poradzić. Scott, jako doświadczony mistrz, wybrał sobie akurat taki sposób, jak opisał w książce. Prawdopodobnie każdy, kto znajdzie się w podobnej sytuacji, musi tu znaleźć własną drogę, niekoniecznie akurat taką.
  • Spora część książki poświęcona jest pokazaniu ultrabiegania jako dyscypliny drużynowej. Pozornie patrząc, wydawać by się mogło, że nie ma bardziej indywidualnego sportu, niż bieganie – tymczasem wyprawa Scotta Jurka pokazuje dobitnie, że sukces jednego zawodnika jest tak naprawdę efektem współpracy wielu ludzi: rodziny, przyjaciół, znajomych, a nawet nieznajomych, napotkanych przypadkiem na trasie. Dopiero współpraca, wzajemna pomoc i zgranie się całej ekipy, daje szansę na uzyskanie satysfakcjonującego wyniku i, w tym przypadku, na ustanowienie założonego wstępnie rekordu.
  • Ukazanie ultrabiegania nie tylko jako wyczynu na płaszczyźnie wytrzymałościowo-siłowej, ale również (a może przede wszystkim) jako wyzwanie mentalne, wymagające niezwykłej motywacji, odporności na ból, a także ciągłego wsparcia zawodnika z zewnątrz. Kluczową umiejętnością potrzebną do bycia “ultrasem”, jest też zdolność do nieustannego podnoszenia się z upadków, oraz do działania pozornie wbrew rozsądkowi i logice, o ile tylko ma to prowadzić do z góry wyznaczonego celu – tylko ten, kto posiądzie te umiejętności, ma szansę stać się mistrzem.
  • Jednym ze zdań, które sobie zaznaczyłem, czytając książkę, było: “Łatwo powiedzieć, że czegoś bardzo pragniesz, kiedy siedzisz w domu na kanapie. Ale czy będziesz tego chciał wystarczająco mocno, kiedy zaczną się problemy?”. To pytanie jest chyba uniwersalne, życiowe. Można je odnieść nie tylko do zdobywania sukcesów w sporcie, ale i do każdej innej aktywności – jednak w sporcie ma znaczenie szczególne, ponieważ pokonywanie bólu i kłopotów jest tu wpisane jako integralna część działania.
  • Znamienne jest to, jakiego poświęcenia wymagało od Scotta jak i od pozostałych uczestników drużyny dokonanie opisanego w książce wyczynu. Trudno sobie wyobrazić, jaką walkę musieli stoczyć z całą masą przeciwności, takich jak: poważne kontuzje, wielodniowe ulewne deszcze, głębokie błoto, a do tego niedźwiedzie i inne dzikie stworzenia. Do tego dochodził brak snu przez wiele dni z rzędu, a pod koniec wręcz fizyczne wyniszczenie organizmu, odczuwane przez S. Jurka jako zawieszenie w półprzytomności, między jawą a snem. Całość jest opisana w sposób barwny i sugestywny, a czytając te wspomnienia, mamy wrażenie, jakbyśmy biegli razem ze Scottem albo tuż obok niego.

Podsumowując, książka jest z pewnością warta uwagi. Pokazuje niejako kulisy ultrabiegania, uświadamia nam, z czym wiążą się wielkie biegowe wyczyny, i jakie potrafią dać owoce. Miejscami książka jest nieco monotonna, podobnie jak monotonne potrafi być “tłuczenie” dziesiątków kilometrów po dzikim szlaku – tym samym jeszcze dobitniej czujemy “ducha” rywalizacji z czasem i z ludzkimi słabościami. Jak najbardziej polecam przeczytać!

About Lukasz A

Łukasz A – karierę biegacza amatora zaczął już kilkanaście lat temu, kiedy to większość ludzi nie wiedziała, że taki sport istnieje. W ciągu kariery nastukał sporo ładnych startów w asfaltowych ultramaratonach. Biegał więcej godzin z rzędu, niż niektórzy potrafią przepracować w ciągu tygodnia – czyli biegi 12-, 24- i 48-godzinne. Obecnie preferuje raczej krótkie biegi górskie oraz kameralne imprezy na trasach leśnych w okolicach Katowic. Trzyma się z dala od komercyjnych imprez promowanych jak kandydaci do sejmu przed wyborami. Oprócz tego koleguje się z rowerem, bo ten mu pozwala zarabiać i utrzymać dobrą kondycję. W wolnych chwilach ciśnie zwiedzać góry.

Please Login to comment
avatar
  Subscribe  
Powiadom o